Wiosenna kosmetyka trawnika.

Początek wiosny – pełna mobilizacja w ogrodzie. Do pierwszego koszenia jeszcze szmat czasu, ale żeby trawa urosła gęsta i mocna, już teraz trzeba ją uczesać! Najpierw usuwamy liście i gałązki, które zimą przywiał wiatr. Przydadzą się do tego grabie wachlarzowe (można regulować szerokość wachlarza) z ocynkowanymi elastycznymi zębami. Ostatnio pojawiły się też lekkie i wytrzymałe modele z poliamidu (proponuje je na przykład Fiskars) – co ważne, nie rdzewieją. Gardena wymyśliła sprytny patent: po złożeniu narzędzia na pół powstaje swego rodzaju koszyk, w którym przeniesiemy zgrabione liście do worka lub kompostownika.

Kiedy zrobi się cieplej, grabimy mocniej. Bez obaw – nie zaszkodzi to trawie. Wprost przeciwnie: nacięte źdźbła zaczną się rozgałęziać i trawnik stanie się gęstszy. Tutaj najlepiej sprawdzi się tak zwany wertykulator zaopatrzony w noże umieszczone na obracającym się wałku – usunie mech, chwasty i filc (czyli starą, zeschniętą trawę), równocześnie napowietrzając murawę i lekko spulchniając glebę. Do wyboru są urządzenia tańsze ręczne i droższe spalinowe lub elektryczne (na te drugie można złożyć się wspólnie z sąsiadami).

Teraz już spokojnie możemy czekać, aż trawa się zazieleni i urośnie. Pamiętajmy jednak, że na tym jej pielęgnacja się nie kończy. Po każdym skoszeniu będziemy musieli dokładnie zgrabić pozostawioną przez kosiarkę trawę – najlepiej grabiami wachlarzowymi. W miejscach trudno dostępnych wykorzystamy małe 12-centymetrowe grabki – dokupimy do nich zestaw krótszych i dłuższych trzonków. Nie chowajmy też za głęboko naszego wertykulatora – przyda się ponownie jesienią, gdy trawnik będziemy przygotowywać do zimy.

Wiosna na pastwiskach.

Zima, zima a po zimie wiosna. Zaczynamy prace wokół domów ale nie zapominajmy o naszych podopiecznych. Pastwisko dla zwierząt odgrywa główną role w ich zdrowiu i samopoczuciu.

W pierwszej kolejności powinniśmy przebronować lub włókować stare pastwiska, aby „przewietrzyć” starą darń oraz zniwelować kretowiska i inne uszkodzenia powstałe w okresie zimy. Niektóre pastwiska będą wymagały bardziej radykalnych działań, jak np. podsiania lub całkowitego odnowienia poprzez zaoranie i nowy siew dobrej mieszanki pastwiskowej. Takie działania wiążą się jednak z wyłączeniem tych powierzchni z wypasu w roku bieżącym.

Przypomnijmy, że jakość pastwiska zależy głównie od:

  • gleby i jej zasobności, którą warto zbadać ze względu na wysokość pH i zawartość składników mineralnych, ze szczególnym zwróceniem uwagi na ewentualne braki takich pierwiastków, jak Cu, Co, Fe, Mg, Zn i Se;
  • stosunków wilgotnościowych;
  • nawożenia (azotowe – zwiększa zwartość darni i gwarantuje wyższe plonowanie, fosforowo-wapniowe – stwarza sprzyjające warunki dla roślin motylkowych, potasowe – optymalnie stosowane zwiększa plonowanie);
  • składu botanicznego.

Im lepiej dobrany do warunków środowiska skład botaniczny, tym większe istnieją szanse na długotrwałość i dużą wydajność pastwiska.
Najbardziej odpowiednia struktura składu botanicznego to: 20% udziału traw wysokich (np. życica trwała, rajgras wyniosły, tymotka łąkowa), 60% traw niskich (np. wiechlina łąkowa, mietlica biaława), 15% roślin motylkowatych (np. koniczyna biała, komonica różkowa, przelot pospolity), 5% ziół (np. mniszek pospolity, babka lancetowata, marchew zwyczajna, kminek).
Skład botaniczny runi pastwiskowej nie jest jednoznaczny ze składem pobieranej przez konie paszy. Konie mają wysoko rozwiniętą zdolność wybierania z runi, faworyzowanych gatunków traw, roślin motylkowatych i ziół, które im smakują. Pamiętajmy również, że szczególnie nie można zaspokoić tylko pastwiskiem potrzeb pokarmowych koni hodowlanych oraz ras „wysoko wyspecjalizowanych” użytkowo. Dokarmianie (przez podawanie np. pasz treściwych lub objętościowych suchych, jak słoma) uzupełnia niedobory niektórych składników odżywczych, ilości włókna oraz niweluje nadmiar wody (szczególnie w początkowym okresie wypasu).
Nasze konie okazują już wiosenne podniecenie i niecierpliwie oczekują na pierwsze wyjście na pastwiska. Majowa trawa to dla nich smakowita pasza, ale także łatwo przyswajalne białko, składniki mineralne oraz witaminy. To także ruch do woli na świeżym powietrzu oraz nasłonecznienie, wpływające na zwiększenie ilości hemoglobiny i czerwonych ciałek krwi, syntezę witaminy D i działające zabójczo na bakterie, grzyby i pasożyty.
Pastwisko pozwala koniom zrelaksować się, odprężyć i pozbyć nadmiaru energii. Rozwija instynkt i hierarchię stadną.
Ważnym problemem jest organizacja pastwiska i systemu wypasu. Na pastwiskach stałych mamy do czynienia z ogrodzeniami stałymi (np. rury, żerdzie, liny itp.) i i ze stałym podziałem na kwatery. Uwzględniając fakt, że na jednego dorosłego konia powinniśmy przeznaczyć 0,5 do 1 ha pastwiska, w zależności od rasy, wieku i użytkowości , oraz że kwatery nie powinny być mniejsze niż 1,5 ha, możemy tworzyć ogrodzenia przenośne, elektryczne.
Pamiętajmy jednak, że konie nie wszystkich ras będą respektowały ten typ ogrodzenia. Hodowcy kuców i niektórych ras prymitywnych z własnego doświadczenia wiedzą, jak wielką pomysłowość wykazują ich konie, aby tylko wydostać się poza ogrodzenie i znaleźć gdzieś „smakowitszy” kawałek pastwiska. Zawsze powinniśmy pamiętać, aby ogrodzenia były bezpieczne i dla zwierząt i dla ludzi, szczególnie kiedy znajdują się w pobliżu ruchliwych dróg.

Pastwiska powinny być zaopatrzone w wodę poprzez:

  • bezpieczny dostęp do naturalnych ujęć wodnych,
  • udostępnienie zasobów wód podskórnych,
  • dostarczanie wody rurociągiem lub dowożenie beczkowozami, zaopatrzonymi w poidła automatyczne albo koryta.

Tam, gdzie konie wypasane są całodobowo, na pastwisku powinny znajdować się wiaty lub zadaszenia, pod którymi mogłyby przebywać w okresach niesprzyjających. Gdy wypasamy matki ze źrebiętami, powinniśmy wygrodzić paśniki dla dokarmienia źrebaków tak, by konie dorosłe nie mogły się do nich dostać (np. dzięki odpowiedniej wysokości ogrodzeń). Można także stosować łączne wypasanie koni i innych gatunków, np. bydła (1 koń na 10-15 szt. Bydła), gdyż dobrze się uzupełniają i nie pozwalają rozrastać się roślinom nie wyjadanym przez konie.
Wypasanie na jednej kwaterze nie powinno trwać dłużej niż 3-7 dni, w zależności od wielkości kwatery i obsady zwierząt. Kiedy konie przebywają na jednej kwaterze dłużej, wyjadają odrosty, a pozostałe mniej smakowite trawy starzeją się, wyrastają i wysiewają, zmieniając strukturę pastwiska. Po przepasieniu powinniśmy stosować podkaszanie niedojadów i nawożenie w celu zwiększenia wydajności pastwiska. Odrost trawy trwa około 3-4 tygodni, w zależności od okresu wypasu i warunków atmosferycznych.
Pielęgnacja pastwiska polega również na zbieraniu lub przynajmniej rozrzucaniu odchodów. Konie mają zwyczaj oddawania kału w tych samych miejscach, co powoduje powstawanie miejsc zachwaszczonych lub łysin, które zmniejszają powierzchnie użytkową pastwiska. Poza tym kał jest źródłem zakażenia pasożytami, szczególnie groźnymi dla źrebiąt.
Przygotowania i organizacji wymaga także stado koni, które chcemy wypasać. Wszystkie grupy koni, bez względu na wiek i sposób użytkowania, wymagają tzw. przejścia paszowego, czyli stopniowego przystosowania organizmu zwierzęcia do nowej paszy oraz jej ilości i sposobu pobierania. Wiadomo, że układ pokarmowy konia to bardzo delikatna i wrażliwa „maszyneria”. Wszystkie gwałtowne i radykalne zmiany źle wpływają na jej funkcjonowanie. Zimowy system żywienia koni oparty jest na paszach objętościowych suchych (siano i słoma) oraz paszy treściwej. Natomiast żywienie pastwiskowe oparte jest głównie na zielonce, bogatej w białko i składniki mineralne. Naszym zadaniem jest stopniowe przyzwyczajenie organizmu do pobierania i przyswajania nowej paszy, przy jednoczesnym stopniowym zmniejszaniu ilości paszy treściwej i siana. Limitujemy wypas koni w początkowym okresie do 2-3 godzin, stopniowo wydłużając czas przebywania koni na pastwisku. Jednocześnie zmniejszamy ilość zadawanej paszy treściwej i siana.
Pamiętajmy również, aby nie wypuszczać koni rano na pastwisko „na głodniaka”. Niektóre konie zbyt łapczywie skubać będą świeżą, czasami mokrą od rosy trawę, co w rezultacie może spowodować nawet silną kolkę, a w najlepszym wypadku silne rozwolnienie. Zbyt radykalna i szybka zmiana systemu żywienia prowadzi do zaburzeń trawienia, co może powodować stany chorobowe (np. kolki), ale również niekorzystnie odbija się na kondycji zwierząt. Konie, które burzliwie przechodzą okres zmiany żywienia dużo dłużej dochodzą do odpowiedniej kondycji. U młodych koni w tym okresie mogą nastąpić zaburzenia w prawidłowej gospodarce białkowej i mineralnej, objawiające się wystąpieniem zmian w układzie kostnym (nakostniaki) i w stawach (opoje).
Pamiętać musimy także o prawidłowym pojeniu koni lub dostępie do naturalnego źródła wody, bo chociaż młoda trawa ma bardzo dużo wody, to prawidłowe pojenie jest podstawą dobrego trawienia.
Przed wypuszczeniem koni na pastwiska musimy również pomyśleć o podstawowych zabiegach profilaktycznych i pielęgnacyjnych, szczególnie wówczas, gdy zwierzęta mają przebywać na pastwiskach przez całą dobę. Odrobaczanie przeprowadzamy nie później niż 10 dni przed wyjściem na pastwisko.
W tym też czasie dokonujemy niezbędnej korekty kopyt, aby w późniejszym czasie uniknąć niepożądanych kulawizn i umożliwić prawidłowy rozwój kośćca i puszki kopytowej młodych koni.
Dla właścicieli zajmujących się hodowlą, a więc posiadających konie w różnym wieku i różnej płci, istotną sprawą jest również podział stada na odpowiednie grupy. Należy unikać wypasania koni starszych z młodzieżą, która z natury potrzebuje więcej ruchu i samodzielności. Hierarchia w stadzie prowadzi niekiedy do spychania młodych koni na gorsze kawałki pastwiska, jak również do „siłowego” podporządkowania, co skutkuje okaleczeniami, kulawiznami i pokopaniem.
Zbyt długie pozostawianie źrebaka przy matce (pow. 7 miesięcy) powoduje niepotrzebne obciążenie dla klaczy (szczególnie wtedy, gdy jest ponownie źrebna), jak również opóźnia i utrudnia konsolidację ze stadem rówieśników.
Przed wypasaniem młode konie i źrebięta powinny być przyzwyczajane do obowiązków stajennych, łapania, wiązania i obcowania z człowiekiem, aby w razie konieczności mieć możliwość niezbędnego działania na pastwisku.
Powinniśmy także unikać wypasania młodzieży różnej płci w jednym stadzie, aby uniknąć niepożądanych „kłopotów”. Obudzenie popędu płciowego u młodych ogierów może prowadzić do poważnych urazów i okaleczeń, jak również nieoczekiwanych ciąży.
Gdy już spełnimy te najbardziej niezbędne warunki i zapewnimy naszym koniom tak oczekiwane zielone przestrzenie, pójdźmy i popatrzmy, jak potrafią być szczęśliwe. Nie ma piękniejszego widoku jak wolny i swobodny koń, galopujący po pastwisku.

Sypialnia COUNTRY

Skrzypiąca podłoga, wymaglowana pościel, zapach drewna… Sen w domu na wsi pamiętamy latami. Skąd ta magia?

Niektórzy wspominają jeszcze sienniki wypełnione słomą, które w słoneczne dni wystawiało się na dwór, żeby je przewietrzyć. Dziś odeszły do lamusa, ale sypialnię w stylu country urządzić możemy sobie w każdej chwili. Potrzebne będą:
Łóżko – najlepiej z wysokim zagłówkiem, grubo plecione dywany i dodatki z postarzanego lub przecieranego drewna.

INSPIRACJE :

Wiosenne przepisy z jajami

Wiosna !!! Żonkile, zajączki, kurczaczki i jajeczne potrawy nadchodzą.

Oto kilka dobrych przepisów.

Szynkowe ruloniki
Weź: •8-10 plasterków szynki gotowanej •6 jajek •pół słoika marynowanych grzybków lub korniszonów •3 łyżki majonezu •pęczek szczypiorku •sól •świeżo zmielony pieprz

Ugotuj jajka na twardo, posiekaj i wymieszaj z majonezem, solą oraz pieprzem. Posiekaj mniej więcej ¼ szczypiorku, dodaj do pasty jajecznej i wymieszaj. Resztę przelej wrzątkiem, a następnie osusz. Każdy plasterek szynki posmaruj pastą, połóż po 2-3 grzybki lub pokrojone w paski ogórki, zwiń w rulon i obwiąż łodygami szczypiorku.

Żurek
Weź: •butelkę zakwasu •3-4 skrzydełka kurczaka •4 białe parzone kiełbasy •cebulę •3 marchewki •por •pół selera •2 pietruszki •4 jajka •3 łyżki tartego chrzanu •2 ząbki czosnku •3-4 łyżki majeranku •sól •świeżo zmielony pieprz •6 szklanek wody •garść posiekanej natki pietruszki

Skrzydełka włóż do garnka i zalej wodą. Zagotuj, a następnie dodaj obrane: cebulę, marchewki, seler, por i pietruszki. Zmniejsz ogień i gotuj przez 20 minut. W tym czasie ugotuj jajka na twardo. Przelej powstały bulion przez sito, dodaj do niego zakwas, obrany czosnek i pokrojoną w plasterki kiełbasę. Dopraw solą, pieprzem, chrzanem oraz majerankiem. Gotuj jeszcze przez 10 minut. Udekorowany natką żurek podawaj z jajkiem na twardo, kawałkami kiełbasy i pokrojoną marchewką.

Z serkiem w trzech kolorach
Weź: •6 jaj
Na nadzienie różowe: •2 ugotowane buraki •2 łyżki serka homogenizowanego •łyżeczkę posiekanego świeżego tymianku •chrzan ze słoika •natkę pietruszki •różowy pieprz •plasterek cytryny •sól
Na nadzienie żółte: •2-3 łyżki serka homogenizowanego •szczyptę kurkumy •odrobinę płatków chili •rzeżuchę •sól
Na nadzienie zielone: •2-3 łyżki serka homogenizowanego •łyżkę posiekanego koperku •pół łyżeczki pikantnej musztardy •świeżo zmielony pieprz •sól

Jaja ugotuj na twardo, zalej zimną wodą, obierz. Delikatnie odetnij górne części białka, tworząc ząbki. Następnie wyjmij żółtka, posiekaj razem z odciętymi białkami i po-dziel na trzy równe części. Buraczki posiekaj i wymieszaj z pierwszą porcją żółtek, serkiem oraz tymiankiem. Dodaj trochę chrzanu i soli do smaku. Napełnij dwa białka, udekoruj natką, cytryną i pieprzem. Kurkumę wymieszaj z serkiem, drugą częścią żółtek, solą i płatkami chili. Napełnij dwa kolejne białka powstałą masą i udekoruj rzeżuchą. Wymieszaj serek z koperkiem, dodaj ostatnią porcję żółtek, musztardę, sól i świeżo mielony pieprz. Wypełnij pozostałe białka.

Grzech pod postacią nalewki

Jeśli w twoim ogrodzie rośnie dereń, jarzębina, głóg, jeśli masz krzaczek porzeczki, pigwy lub wisienkę, prędzej czy później przyjdzie ci ochota przyrządzić domową nalewkę. A potem jej spróbować. Żeby smakowała jak niebo w gębie, podajemy kilka starych, dobrych, a co najważniejsze, wielokrotnie wypróbowanych przepisów, zebranych wśród znajomych.

Nalewka jarzębinowa
Weź: •15 dag owoców jarzębiny (bez szypułek) •2 dag suszonych śliwek (bez pestek) •2 dag rodzynek •2,5 litra wódki •pół szklanki spirytusu •2 dag cukru

Jarzębinę, śliwki i rodzynki zalej litrem wódki i odstaw na cztery tygodnie. Co kilka dni potrząśnij zawartością naczynia. Po miesiącu zlej płyn do butelki, a do owoców w naczyniu dolej litr przegotowanej zimnej wody, mocno wstrząśnij i odstaw na dwa dni. Woda wypłucze z owoców resztę alkoholu. Po dwóch dniach dolej tę wodę do alkoholowego nalewu i uzupełnij pozostałą wódką, spirytusem i cukrem rozpuszczonym w jak najmniejszej ilości wody. Całość dokładnie wymieszaj i odstaw na trzy, cztery miesiące. Po przefiltrowaniu jarzębinówka jest gotowa do degustacji.

Pomarańczówka
Weź: •10 dag cukru •pokrojoną w paseczki skórkę pomarańczy (bez białego miąższu) •pokrojoną w paseczki skórkę z połowy cytryny •2 litry wódki •1⁄10 litra spirytusu

Cukier rozpuść w niewielkiej ilości przegotowanej zimnej wody, dodaj skórki i odstaw w ciepłe miejsce. Po dwóch, trzech dniach wlej wódkę i spirytus. Odstaw na dwa tygodnie. Codziennie wstrząsaj naczyniem, by zawartość dobrze się wymieszała. Po przefiltrowaniu możesz przystąpić do degustacji.

Cytrynówka wytrawna
Weź: •cieniutko skrojoną skórkę z 4 cytryn (pozbawioną białej błonki) •1 litr 45-procentowej wódki •sok z połowy cytryny (bez pestek!)

Skórkę cytrynową pokrój w cienkie paseczki, zalej wódką i odstaw w ciepłe miejsce na trzy doby. Przecedź i wyciśnij sok z połowy cytryny. Cytrynówkę możesz serwować od razu.

Tarninówka
Weź: •10 dag owoców tarniny (każdy trzeba nakłuć) •4 dag rozgniecionych rodzynek •5 dag pokrojonych suszonych śliwek •3 litry wódki •szklankę spirytusu

Zalej owoce wódką i spirytusem i odstaw na sześć tygodni. Co dwa, trzy dni potrząśnij naczyniem. Po sześciu tygodniach zlej nalewkę do innego naczynia, a owoce wyciśnij w kawałku płótna. Wyciśnięty sok wlej do nalewki i odstaw na około dwa miesiące. Po przefiltrowaniu tarninówkę można już skosztować. (Owoce jałowca, jarzębiny i tarniny zbieraj przemrożone, najlepiej na początku grudnia).

Nalewka na suszonych śliwkach
Weź: •około 20 suszonych śliwek kalifornijskich •1 litr 45-procentowej wódki

Śliwki pokrój w paseczki, zalej wódką i odstaw na trzy tygodnie. Przecedź i wlej do karafki. Nalewka nadaje się od razu do degustacji. Jeśli dodasz więcej śliwek, nalewka będzie słodsza.

Jałowcówka 
Weź: •10 dag jagód jałowca •1 litr wódki

Połowę jagód rozgnieć, połowę zostaw w całości. Wrzuć do butli z zielonego szkła i zalej alkoholem. Postaw na oknie na siedem dni i przefiltruj. Nalewka jest znakomita jako lekarstwo przy lżejszych dolegliwościach układu pokarmowego. Należy ją popijać przez tydzień, dwa razy dziennie, po 25 g rano i wieczorem. Możesz też całe jagody i wódkę zasypać dwoma łyżkami cukru i zamknięte w słoiku odstawić na sześć tygodni, a co dwa dni potrząsać słojem. Po przefiltrowaniu jałowcówka nadaje się do picia.

Mandarynkówka
Weź: •3 dag ususzonej skórki z mandarynek •1⁄2 litra spirytusu •1⁄2 litra wody •20 dag cukru

Skórkę zalej spirytusem i postaw w ciepłym miejscu na dwie doby. Wodę z cukrem zagotuj. Kiedy nieco ostygnie (musi być ciepła, nie gorąca!), dodaj spirytus. Przecedź i wlej nalewkę do butelki. Możesz degustować od razu.

Dereniówka
Weź: •1 kg owoców derenia •1 litr spirytusu •1 kg cukru •2 szklanki wody

Napełnij gąsiorek do 3⁄4 wysokości owocami derenia. Możesz ich nie drylować, ale przynajmniej je nakłuj. Zalej spirytusem, szczelnie zakorkuj i zostaw w cieple na miesiąc. Po tym czasie odlej spirytusowy wyciąg, a owoce zalej ostudzonym syropem z 2 szklanek wody i 1 kg cukru. Po miesiącu odcedź słodki płyn i połącz z poprzednio zlanym spirytusem.

Krupnik Dziadka
Weź: •3 łyżki cukru •3-4 łyżki miodu •1⁄2 litra spirytusu •1⁄2 litra przegotowanej, zimnej wody •2 zmiażdżone goździki •niedużą laskę wanilii •3-4 ziarna ziela angielskiego •kilka kawałeczków kory cynamonowej •4-5 rozgniecionych ziaren czarnego pieprzu

Przygotuj karmel: cukier upal na patelni, dolewając po trochu wodę. Dodaj miód, dokładnie wymieszaj i zdejmij z ognia. Spirytus zmieszaj z wodą w osobnym naczyniu, połącz z miodowym karmelem, dodaj przyprawy i wlej do słoja lub dzbanka. Następnego dnia wyjmij goździki, a po kolejnych trzech, czterech dniach – pozostałe przyprawy. Krupnik przelej do kamionkowej butelki i odstaw. Po trzech tygodniach nadaje się już do degustacji.

Czyszczenie koni zimą – dla początkujących.

Konie należy czyścić i pielęgnować przez cały rok, nie tylko w zimie. Niestety, kiedy temperatura spada, wieje wiatr i pada śnieg jest to znacznie trudniejsze i zabiera więcej czasu. W zimie należy powiedzieć kategoryczne NIE dla kąpieli, gdyż mogą one stać się przyczyną chorób konia. Jak zatem radzić sobie z brudem, kurzem i pozostałościami po pobycie naszego konia na pastwisku? W tym artykule postaram się odpowiedzieć na te i  inne pytania związane z czyszczeniem koni zimą.

Jeżeli koń sprawia podczas czyszczenia problemy, najlepiej jest przywiązać go za pomocą uwiązu, aby stał w miejscu i  nie przeszkadzał nam podczas czyszczenia. W przypadku gdy stoi spokojnie, taka czynność nie jest potrzebna. Aby nawiązać z koniem kontakt, na początku należy się z nim przywitać (możemy przy tym dać mu marchewkę lub jabłuszko), głaszcząc lub poklepując go po szyi.

        Przed przystąpieniem do pielęgnacji konia musimy zgromadzić niezbędny sprzęt:

  • zgrzebło gumowe;
  • szczotka z długim (czasem zagiętym) sztywnym włosiem;
  • szczotka z miękkim i naturalnym włosiem;
  • zgrzebło metalowe/plastikowe ;
  • kopystka;
  • gąbka;
  • grzebień.

        Czyszczenie konia możemy podzielić na kilka kroków:

Krok pierwszy     Na samym początku będzie potrzebne nam gumowe zgrzebło. Pozwala ono usuną z sierści zaklejki z potu i brudu. W zimie ciężko znaleźć pokryty trawą kawałek ziemi, na którym można byłoby się wytarzać pozostając czystym a  konie uwielbiają to robić i nawet ujemne temperatury i grząskie błoto nie są w stanie odwieść ich od tej ulubionej lecz bardzo brudzącej czynności. Tak więc przy użyciu gumowego zgrzebła czyścimy go w kierunku od szyi do ogona, zwracając uwagę, by nie powodować u niego bolesności przy czyszczeniu słabizny i podbrzusza. Wykonując okrężne ruchy łatwiej jest usunąć brud. Ponadto sprawia to przyjemność koniowi, który odczuwa to jako masaż.

 

Krok drugi

Niestety, to dopiero początek i zanim nasz koń stanie się całkiem czysty, czeka nas jeszcze długa droga. W kolejnym kroku należy sięgnąć po szczotkę z  długim sztywnym włosiem. Kiedy mamy do czynienia z ”brudaskiem”, czyli koniem, który lubi szczególnie się brudzić, najlepiej, aby szczotka miała zagięte włosie. Wtedy czyszcząc „pod prąd” łatwiej będzie nam usunąć błoto, które bardzo ciężko odchodzi od sierści, szczególnie, gdy koń nie był dawno czyszczony. Szczotką tą czyścimy również kończyny, gdyż na pastwiskach jest błoto i to one najbardziej się brudzą. Należy dokładnie wyczyścić sierść na podbrzuszu oraz kłodę, gdyż w tych miejscach podczas jazdy mogą powstać otarcia w skutek kontaktu z siodłem. Gdy miejsce, na którym spoczywać będzie siodło jest mokre, należy go osuszyć tak, aby zapobiec odparzeniom.

Krok trzeci 

Gdy czyścimy lewy bok, w lewej ręce trzymamy szczotkę z miękkim, naturalnym włosiem, natomiast w prawej zgrzebło metalowe lub plastikowe. Zadaniem szczotki jest usunięcie pozostałości brudu i tłuszczu. To sprawia, że nasz koń zaczyna się błyszczeć. Pamiętajmy o tym, że zgrzebło służy wyłącznie do czyszczenia szczotki, nigdy konia. Za pomocą zgrzebła usuwamy z  niej kurz. Zgrzebło i szczotkę należy ocierać o siebie podczas czyszczenia średnio co 2 – 3 ruchy szczotki.

Czyszczenie kopytKrok czwarty 

Bardzo ważne jest, aby przed rozpoczęciem jazdy oczyścić kopyta. Służy do tego kopystka, która usuwa błoto oraz kamienie i inne ciała obce, mogące powodować urazy a w rezultacie kulawiznę, z podeszwy kopyta. Metalowym zagięciem czyścimy strzałkę, po czym szczoteczką, która najczęściej jest w kopystce (czasami może być sprzedawana oddzielnie), usuwamy zanieczyszczenia z pozostałej powierzchni kopyta.

Krok piąty

Należy również bezwzględnie usunąć z grzywy i ogona resztki słomy, gdyż są one nie tyle kłopotliwe dla konia, co dla jeźdźca, którego nienależyte wykonanie tej czynności narazi na drwiny ze strony osób obserwujących jazdę. Można dodatkowo wyczesać grzywę oraz ogon grzebieniem, najlepiej metalowym. Gdy chcemy umyć ogon, należy pamiętać o tym, że gdy temperatura otoczenia jest niska, można go zmoczyć tylko do wysokości rzepa ogonowego. Nie należy zapominać o obmywaniu oczu, pyska, nozdrzy oraz okolic odbytu gąbką. Do każdej z tych czynności powinniśmy używać innej gąbki, które powinny różnić się od siebie kolorem lub kształtem.

 

Również po jeździe należy poświęcić kilka minut na zabiegi pielęgnacyjne, które pozwolą poprawić zdrowie i samopoczucie naszego konia. Pamiętajmy, że powinniśmy zawsze po jeździe przeczyścić kopyta sprawdzając, czy nie wbiły się w nie żadne kamienie lub inne ciała obce. Również gdy jeździmy po ujeżdżalni, gdzie jest błoto, należy opłukać zeń kończyny.

A WIĘC MIŁEGO CZYSZCZENIA :)

Czym palić w kominku?

Przede wszystkim porządnie wysuszonym drewnem drzew liściastych (powinno być sezonowane minimum półtora roku w przewiewnym i zadaszonym miejscu, najlepiej pocięte i ułożone w stos).

Zbyt suche za bardzo nagrzewa wkład kominkowy, za wilgotne z kolei kopci, daje mniej ciepła i trzeba go więcej zużyć. Czy już wystarczająco wyschło, można sprawdzić ręką – przykładamy ją do polana i jeśli po kilku sekundach nie czujemy wilgoci – jest dobre. Dąb, buk i grab należą do najtwardszych i najbardziej kalorycznych. Doskonała jest akacja – zwarta, długo się pali czystym płomieniem. Absolutnie nie nadają się za to iglaki, choć to one sypią malowniczymi iskrami, gdy siedzimy na dworze przy ognisku. To drzewa żywiczne, a ich iglaste gałęzie zostawiają po sobie smołowaty, trudny do wyczyszczenia osad. Jeśli zależy wam na miłym zapachu, możecie dorzucić do ognia suche gałęzie drzewek owocowych: jabłoni, wiśni, gruszy oraz kilka jagód jałowca. Ważne! Dowód potwierdzający legalny zakup drewna warto trzymać w domu przez całą zimę. A przed pierwszym paleniem – koniecznie wezwać kominiarza, żeby sprawdził, czy nie mamy w kominie kawczych gniazd.

SPOSOBY ZWIERZĄT NA ZIMĘ

My suszymy grzyby, owoce, warzywa. Wekujemy, gromadzimy zapasy w piwnicach i kopcach. Kupujemy ciepłe ubrania i opał. Zwierzęta i ptaki robią tak samo.

Chomikuje nie tylko chomik

Grzyby suszą wyłącznie wiewiórki, ale orzechy i żołędzie gromadzą na zimę także sójki, orzechówki, a nawet wrony. Te ostatnie szpiegują, gdzie zapasy ukryły wiewiórki, a potem rabują ich skrytki i zdobyte smakołyki przenoszą w sobie tylko znane miejsce. Podobnym cwaniactwem cechowali się polescy rolnicy, kradnący zimowe zapasy chomików. A bywało, że chomik chował w swojej zimowej norze aż kilka kilogramów ziarna.

Również kret chomikuje zapasy na zimę. Jego przysmakiem są robaki. Przed nadejściem chłodów potrafi uzbierać nawet półtora tysiąca takich „kiełbasek”. I wszystkie są żywe. Przed zaciągnięciem ich do podziemnej spiżarni umiejętnie je preparuje (nagryzając, pozbawia je segmentu głowowego). I choć dżdżownice nie mogą się ruszać, to kret i tak musi cały czas mieć na nie ucho, a przede wszystkim – nos. W ciągu kilku tygodni dżdżownica się regeneruje i potrafi zwiać.

Bóbr za to nie musi się martwić, że prowiant da mu nogę. Na zimę zbiera wierzbowe gałęzie, które łączy w tratwy i zatapia przed wejściem do swoich żeremi. Tak, aby po przebudzeniu móc je od razu wziąć na ząb.

Tłuste ogrzewanie

Świstaki i susły wciągają do norek siano. Służy im nie tylko jako ciepła wyściółka, ale też żelazny zapas na wypadek przeciągających się mrozów. Najczęstsze jest jednak gromadzenie zapasu tłuszczyku we własnym ciele. Najbardziej na zimę tyją niedźwiedzie, borsuki, jenoty i świstaki. Borsuk potrafi jesienią być nawet dwa razy cięższy niż wiosną. Nic to w porównaniu z niedźwiedzicą! Ta „wrzuca” przez lato 30 kilogramów, zjadając wszystko, co wpadnie do paszczy: mięso, ryby, jaja, gryzonie, ptaki, owoce, nasiona, nie pogardzi też ślimakiem czy trawą. Ba, nawet kanapką turysty.

Gorzej mają drapieżniki, bo nie mogą sobie pozwolić na zbyt wiele sadełka – muszą być zawsze zwinne i szybkie. Trudno więc zobaczyć grubego rysia, wilka czy jastrzębia. Owszem, one też tyją, ale troszkę. Tak jak ludzie.

Szarość na wagę złota

My na zimę kupujemy ciepłe szaliki i czapkę, a zwierzęta zmieniają lekką letnią szatę na zimową. Jak puchaty jest wtedy lis, ten tylko wie, kto go dotykał. O dziwo, tak samo puszystym futrem pokrywają się jenot, borsuk, ryś i wilk, a nawet dzik.

Sarny i jelenie zmieniają grubość, lecz także kolor swoich sukni. Podobnie gronostaj i łasica. Zimą nie są już rude, ale białe. Gronostaj „zostawia sobie”, dla zmylenia przeciwnika, jedynie czarny koniuszek ogona. Polującemu jastrzębiowi trudniej jest trafić w taki znikający punkt. Kozicom z kolei futro ciemnieje, żeby lepiej pochłaniać ciepło promieni słońca. Lepiej je widać na śniegu, lecz ich wrogowie, niedźwiedzie, i tak wtedy śpią.

W nowe piórka stroją się ptaki. W porównaniu z upierzeniem godowym ich zimowa szata jest jednak szara i blada. Wystarczy spojrzeć na trznadla, wróbla, dzwońca czy makolągwę. Ale takie są prawa zimy. Na śniegu kolory rzucają się w oczy głodnych drapieżników.

Razem raźniej

Niektóre zwierzęta, przez większość roku żyjące samotnie lub w parach, na zimę gromadzą się w stada. Tam, gdzie są wilki, jelenie zbijają się w tak zwane chmary. W grupie jest bezpieczniej, a drapieżniki, chcąc coś upolować, muszą się bardziej postarać. Razem wolą też zimować sarny i kozice, kuropatwy i żurawie, a nawet żaby, ryby, węże. Co ciekawe, te ostatnie nie przepadają za koedukacją. Panie na prawo, panowie na lewo.

Przespać albo… uciec

To jeden ze sposobów na zimę, a próbują tego także ludzie. Gady, płazy i ryby zapadają w zimowy letarg, by przeczekać chude miesiące. Zimę przesypiają susły, chomiki, niedźwiedzie, borsuki, nietoperze i wiele innych ssaków oraz prawie wszystkie bezkręgowce. Do ciepłych krajów uciekają przede wszystkim ptaki oraz niektóre motyle (np. przepiękny rusałka admirał) i nietoperze.
Aby przetrwać zimę, wystarczy przenieść się kilkaset kilometrów na południe lub zachód.

Rewolucja w karcie dań

Kto nie może zimy przespać, musi się do niej przystosować. Ciepłe okrycie i zapas tłuszczu to nie wszystko. Trzeba jeszcze zmienić menu. Jelita głuszców i cietrzewi stają się o połowę dłuższe. Jesienią połykają one dziesiątki kamyków, które przez zimę będą w ich żołądku działały jak żarna do rozcierania twardego pokarmu. Mazurki oraz trznadle przestawiają się z diety owadziej na wegetariańską. To samo robią grubodzioby, jemiołuszki, kwiczoły i paszkoty, kosy, szpaki, wróble i sikory.

Także ssaki zmieniają swój jadłospis. Łosie na zimę przerzucają się z kaczeńców i traw porastających brzegi jezior i bagien na sosny i świerki oraz wierzby. Nie wszyscy są jednak tak wybredni. Jelenie ogryzają korę, z czego się da, tak samo zające. Sarny wychodzą natomiast z lasu na pola ozimin i wygrzebują spod śniegu siewki żyta. Każdy radzi sobie, jak może. Byle do wiosny!

CHATA Z PIERNIKA

Z tego samego ciasta można wypiekać pierniczki i dekorować lukrem. Dobrze jest upiec pierniczki jednego dnia, a dopiero następnego dekorować.

Opcjonalnie można smarować pierniczki, zaraz po upieczeniu, roztrzepanym jajem, wtedy będą ładnie błyszczały

Składniki

Ciasto:

650 gr mąki pszennej
250 gr cukru pudru
3 łyżeczki przyprawy do piernika
3 łyżki kakao
2 łyżeczki sody oczyszczonej
4 jajka
50 gr smalcu
6 łyżek miodu płynnego

Lukier:
1 białko z jajka
250 gr cukru pudru
sok z jednej cytryny

Opcjonalnie:
roztrzepane jedno całe jajo

Jak przyrządzić

Miód ze smalcem rozpuścić w rondelku, przestudzić.

Suche składniki przesiać przez sito i dobrze wymieszać. Dodać jajka. Wyrabiać ciasto robotem ręcznym, powoli dodawać miód ze smalcem.
Ciasto będzie miało konsystencję błota.
Wstawić do lodówki na noc
Potem rozwałkować i wycinać pierniczki.
Piec w 180 stopniach przez 12 minut.

Przepis znaleziony w internecie – sama osobiście nie próbowałam go – z racji moich małych kwalifikacji w pieczeniu – ale osoby które podejmą się – zachęcam do komentarzy.

Prezenty pięknie ubrane

Choć sklepy kuszą gotowymi pudełkami, nic nie zrobi takiego wrażenia jak opakowanie, które wymyślimy sami. Poza tym robótki ręczne to wielka frajda. Dla nas, dla dzieciaków i obdarowanego. A czasem wystarczy niewiele: pudełko, które zostało po jakichś zakupach, ładny papier, kilka kolorowych wstążek, garść koralików.

Z racji tego, że jesteśmy już praktycznie po Świętach chciałam zapytać – jakie prezenty dostaliście – czy były standardowo pakowane w kolorowe najczęściej kiczowate torby, czy może wasi bliscy postarali się i wykonali coś niesamowitego całkowicie własnoręcznie ?